wtorek, 4 grudnia 2018

Zimowe noce 7


W miarę gdy nieznajomy zbliżał się do niej, coraz bardziej mogła rozszyfrować jego figurę. Był wysoki i łysy, ubrany w czarny płaszcz. Luisa przyspieszyła kroku, jednak gdy odwróciła się za nim, coś błysnęło w ręce mężczyzny. Tak, to był odpowiedni moment, żeby zacząć uciekać. Poczuła dziwne mrowienie na języku i nagłe napięcie mięśni, serce waliło jak dzwon. Biegła co sił w nogach. Najgorszy był fakt, że kobieta nie wiedziała jak długo ma biec do wioski, a powoli brakowało jej sił. Jednak kiedy odwracając się co jakiś czas spostrzegła, że dystans między nią a nieznajomym mężczyzną zmniejsza się, czuła dodatkowy przypływ adrenaliny. Wmawiała sobie w myślach, że nie może się poddać, że nie chce zginąć w tym lesie poćwiartowana na kawałki przez jakiegoś mordercę. Miała wrażenie, że biegnie już godzinę, nogi odmawiały jej posłuszeństwa, ale nie mogła teraz przestać biec. Mężczyzna z nożem był coraz bliżej. Z oddali zauważyła palące się światło w oknie pewnego domu. Nie wiedziała, czy uda jej się dobiec i uchronić, czy skończy swoje życie tutaj plamiąc swoją krwią zaspy śniegu. Czuła się jak w złym śnie, kiedy chcąc uciec przed oprawcą stoisz w miejscu i oczekujesz najgorszego. Dom był coraz bliżej, jednak, gdy odwróciła się ponownie, nikogo nie było. Mężczyzna zniknął. Luisa zastanawiała się czy poprzewracało jej się w głowie od tego mrozu, czy nieznajomy bawiąc się z nią skręcił w boczną ścieżkę, aby ją przechytrzyć. Stała jak wryta rozglądając się dookoła. Nie było żywej duszy. Słychać było tylko ten sam świst wiatru i liście szumiące na konarach drzew. Teraz już szła spokojnie w stronę wioski, analizując to, co właśnie się wydarzyło.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz