Wchodząc do domu, poczuła jak powoli
dochodzi do siebie, ciepło bijące z kominka rozgrzewało zmarznięte dłonie Luizy.
Domek był cały drewniany, w salonie przy kominku stała żywa choinka, a na ścianach
wisiało pełno starych, czarno-białych portretów przedstawiających szczęśliwe
młode małżeństwa w dniu swojego ślubu. Z pewnością są to przodkowie mężczyzny,
który tu mieszka. Salon był przepełniony książkami, regały pięły się pod sam
sufit, pokój wyglądał jak mała, przyjemna biblioteka. Były też schody, prowadzące
do góry oraz wyjście na taras. W powietrzu unosił się przyjemny leśny zapach
bijący od choinki. Na dodatek w domu znajdował się również pies rasy border
collie, tak że wszystko wydawało się Luizie jakby z amerykańskiego snu.
-Napijesz się czegoś?- przerwał milczenie
mężczyzna
-Chętnie…- odpowiedziała
niepewnie Luiza
Po chwili Luisa i, jak się
okazało, Aleksy, usiedli w salonie przy kubkach gorącej czekolady.
Luisa opowiedziała mężczyźnie
całą swoją historię związaną z dzieckiem, które nawiedza ją swoim płaczem oraz
domem nieopodal lasu i rodzinie, która nagle zniknęła… Mężczyzna słuchał kobiety
nie przerywając jej. Kiedy skończyła, Aleksy chwycił Luizę za dłoń i
poprowadził ją do ściany, gdzie wisiały wszystkie te tajemnicze portrety.
-Widzisz tę parę u góry, od
lewej? To moi dziadkowie. Mieszkali w chatce pod lasem. Mieli dzieci i wiedli
spokojne życie. Ale pewnego zimowego wieczoru, jak ten, w rodzinie zdarzyła się
tragedia… Luisa usłyszawszy te słowa czuła jak dreszcz przechodzi przez całe
jej ciało. Nie mogła uwierzyć w to, że los przyprowadził ją tutaj, do
mężczyzny, który zaraz rozwiąże jej zagadkę…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz