czwartek, 22 listopada 2018

Zimowe noce 5


Koszmary Luizy były nieodłączną częścią jej życia, ale to co działo się w jej snach teraz, było zbyt frustrujące. Stale powtarzająca się wizja płaczącego dziecka nie dawała jej funkcjonować jak dawniej. Czuła jakby spoczywał na niej jakiś obowiązek dowiedzenia się co to może być za dziecko, które przez sen, jakby prosiło ją o pomoc. Postanowiła dowiedzieć się czegoś więcej o rodzinie, która nagle zniknęła z chatki pod lasem. Nakarmiła kota i bez wahania zdecydowała zabrać klucze i wsiąść w auto, aby odwiedzić ludzi z wioski i przeprowadzić pewnego rodzaju śledztwo. To był ciemny, grudniowy dzień. Śnieg zaczął sypać, okrywając wszystko dookoła białą peleryną. Kiedy Luisa była już w drodze, a miała przed sobą jeszcze pięćdziesiąt kilometrów, zerwała się ogromna zamieć śnieżna. Śnieg z deszczem sypał prosto na przednią szybę auta, tak że w ogóle nie było widać drogi. Luisa jadąc sama pośród lasów bała się, że dzisiaj nie dotrze do celu. Lokalne radio podawało informację o wichurach, które spowodowały pierwsze szkody, zerwane linie elektryczne i zwalone drzewa. Padało coraz mocniej. Teraz już kobieta była za na samą siebie, że przyszło jej do głowy ruszać się z domu w taką pogodą, kiedy grudzień coraz bardziej dawał się we znaki. Zwłaszcza, że zawsze kiedy ogładała straszne filmy, śmiała się raczej z jego bohaterek, z tych ładnych blondynek, które nigdy nie boją się niczego, jakby były uzbrojone w najlepszą broń i przeszły dziesięć kursów samoobrony i jak usłyszą jakiś stukot w piwnicy, schodzą na dół nieustraszone, po czym odkrywają coś brutalnego, albo same zostają zaatakowane. I nasuwało jej się jedno pytanie: “i po co tam schodziłaś głupia?” Ale teraz kiedy prowadząc auto, zauważyła przed sobą wielki konar drzewa przecinający drogę, pomyślała, że sama jest chyba jedną z tych naiwnych kobiet, które udają nieustraszone i mimo niebezpieczeństwa brną w ryzyko.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz