Obudził ją listopadowy chłód
docierający z otwartego okna jej małego saloniku. Długie firany powiewały
majestatycznie w srebrzystym świetle księżyca. Zawsze podczas pełni słychać
było wycie wilków docierające z pobliskiego lasu. W noce zimne i samotne jak
te, myśl o byciu samej w starym, ogromnym domu przyprawiała ją o dreszcze. Od lat mieszkała sama. Jedyną żywą istotą w jej
domu był Lucyfer- stary, czarny kocur, który widział tylko na jedno oko. Luiza
wstała z łóżka i pospiesznie zamknęła okno czując jak zimno przeszywa jej całe
ciało, ubrane w cienką koszulę nocną. Podczas bezsennych nocy, które nawracają
od czasów tragedii, podziwianie widoku zza okna było jej ulubioną rozrywką.
Zarzuciła na siebie gruby, welurowy szlafrok i jak zwykła to robić w dzieciństwie,
wdrapała się na parapet i oglądała gwiazdy. Tej nocy jednak wszystko utonęło w
kłębach gęstej mgły, unoszącej się nad lasem i nad polami.
W cichym zakątku swojego domu,
pod osłoną mglistej nocy Luiza sięgnęła pamięcią do lat kiedy była tu jeszcze z
mężem. Piękny czas jej młodości, wypełniony ciepłem i miłością do mężczyzny
zamienił się w pustkę i tęsknotę. Dobrze pamięta jego spokojny ton głosu, który
budził ją o poranku i jego ciepłe dłonie, którymi ogrzewał jej zawsze zmarznięte
palce. Uwielbiała zimowe dni, kiedy wspólnie przygotowywali się do Bożego
Narodzenia, kiedy w domu unosił się zapach domowych ciasteczek, albo wspólne,
leniwe wieczory na kanapie przy lampce wina. Nie mogła znieść myśli, że nie ma
go przy niej. Ilekroć kobieta rozpamiętywała swojego męża, jej serce ściskał żal
i tęsknota, której nie można było zaspokoić w żaden sposób, a przed oczyma
miała tylko widmo samotności. Nie dopuszczała do siebie myśli, że inny
mężczyzna mógłby zastąpić Aleksego. Wpatrując się w tajemniczy krajobraz zza
oszronionej szyby, kobieta zdała sobie sprawę, że i tej nocy nawiedził ją
przeraźliwy płacz dziecka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz