wtorek, 5 lutego 2019

Zimowe noce 11


Kiedy Luisa usłyszała tę historię, powoli zaczęła kojarzyć ze sobą fakty. Zrozumiała, że duch, który wypędził rodzinę z domu, może być duchem dziecka, które zostało porwane. Luisa rozumiała ten płacz jako próbę wołania o pomoc. Wiele razy słyszała podobne historie. Być może ciało małej Gertrudy nie zostało pochowane a jej duch błąka się na ziemi. Luiza natychmiast chciała odwiedzić ten dom razem z Aleksem. Kiedy opadły wszystkie te emocje do głowy Luizy dobijała się tylko jeszcze jedna myśl, dlaczego gonił ją ten mężczyzna w lesie? Kobieta nadal czuła się zagrożona, mimo, że przebywała teraz u boku młodego mężczyzny. Mimo, że dręczyła ją ta myśl, nie mogła teraz zrezygnować z rozwiązania dręczącego ją w nocy koszmaru. Czuła, że coś wisi w powietrzu, dlatego czym prędzej opuściła dom Aleksa i razem ruszyli w stronę lasu. Nie było tam innej drogi oprócz przejścia przez ogromne, zaśnieżone pole. W oddali widać było znajomą chatkę. Śnieg tego roku zaskoczył wszystkich, sypał, nie mając zamiaru przestać. Biały puch sięgał im do kolan. Mimo, że Aleks, nie do końca był przekonany pomysłem nowo poznanej kobiety, nie chciał jej zostawić samej i towarzyszył jej przez drogę, czując jak już przemakają mu buty. Luisa wyglądała na bardzo zdeterminowaną i odważną. Mimo, że nie znali się długo te cechy Luizy przyciągały Aleksa, coraz bardziej widział w niej kobietę, która spełniała jego oczekiwania, bowiem od wielu lat prowadził życie samotnego mężczyzny. Jego żona zostawiła go kiedy dowiedziała się, że jej mąż nie może mieć dzieci. Aleks nie wiedział wtedy jeszcze, że Luisa borykała się niegdyś z tym samym problemem, jeszcze kiedy żył jej mąż. Mimo, że oboje zmokli w śnieżnej zamieci, idąc razem, czuli się dobrze, jakby wiedzieli, że coś dobrego może wyniknąć z tej dziwnej znajomości…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz